.
Posted by SEN | Filed under OPURTY O SPANIU
Trójwymiarowe rozważania perspektywy trójwymiarowej
Poślady twe toną ciężko w niemym morzu karmazynowych fałd miękkiej poduchy. Dookoła jest cicho i dziwisz się, co to za teatr, w którym jest tak ciemno, że nie dostrzegasz nawet sąsiedniego fotela. Nie wiesz czy w okół siędzą jacykolwiek ludzie, gdyż nie istnieje żaden dźwięk. Jeśli więc siedzą cicho, to są mistrzami świata nie-obecności, gdyż nawet nie powodują tego najcichszego, najdelikatniejszego, a przez to podejrzewanego o wymysł, odczucia obcych aur czegoś żywego.
I myślisz sobie, co to kurwa za teatr, co w nim ciemno jak w dupie księdza, a na przedstawienia nikt nie chodzi? Więc po co tu przyszedłeś?
Nie wiesz po co. Nie podejrzewasz nawet, że choć odczuwasz ciepło spreparowanej bąkiem poduszki, to w rzeczywistości tak na prawdę leżysz. Bo przed chwilą położyłeś się spać. A ta niewidzialna loża, czy też może jednen widzialny fotel z poduchą, zawieszony pośród czarnej próżni - jest po prostu nieco głębiej położonym miejscem, niż pokój z telewizorem, komputerem, książkami, szklankami po kawie, w którym przed chwilą przestał funkcjonować węch, słuch i wzrok. Co nie przeszkadza Ci oczywiście widzieć, słysześ etcetera, na tym nieco głębszym poziomie.
Myśli twe gasną w momencie gdy bardzo dalego w dole, zapala się światło nad małą sceną. Wychodzą ludzie, wśród których porusza się miniatura Ciebie. Pozostaje tylko ciekawość. Cały stając się ciekawością odkrywasz dwie rzeczy. Po pierwsze: to gdzie niby jesteś wśród pozostałych aktorów, to jest dużo nie tylko niżej w stosunku do człowieka siedzącego w fotelu, ale jest to deż dużo głębiej dla człowieka śpiącego nieco wyżej, w tym pokoju. Powstanie poprostu jakiś niejasny związek współistnienia tych trzech osób. Śpiącej, siedzącej, ale zapominającej o tym że siedzi oraz tej odgrywającej swoją rolę.
Po drugie: Śpioch powyżej przestaje Cię interesować. Interesuje Cię ten, który gra, gdyż rozumiesz, iż możesz tylko bezskutecznie próbować wtapiać się w jego rolę. Nie możesz się poruszać rękami i nogami, bo chyba ich z resztą już nie masz, ale za to odczuwasz moc instynktownego przeniesienia się w tamto Twoje drugie ciało, za pomocą napędzanego jedynie Twoją wolą swobodnego, szybkiego lotu kończącego się wniknięciem w siebie.
Oczywiście spędzasz w sobie tyle czasu, że już stało się to nudne i nawet o tym nie pamiętasz, co się przez cały czas dzieje, więc z próżnej ciekawości wolałbyś, dla jaj, ot tak – wniknąć se w ciało kogoś innego. Ale okazuje się, że ciała znajomych Ci z realności ludzi odrzucają taką możliwość, i że tylko Twoje przyciąga cię, kusi, próbuje uwięzić, zaprasza. Orientujesz się, że w tym dziwnym miejscu jedynie za pośrednictwem Twojego drugiego ciała stąpającego tam niżej, możesz spojrzeć oczyma wiszącymi aktualnie około metra nad poziomem czerwonej poduchy.
Jednym słowem: patrzysz przez swojego drugiego ja jak przez lunetę. Kiedy już tam jesteś, dokąd zaprowadzi Twój wzrok tunel czarnej rury, oriętujesz się, że patrzenie się jest jedyną dostępną usługą w tym teatrze. Utożsamiłeś się z kimś, kto wygląda identycznie jak Ty, ale nie jest Twoją marionetką. Widzisz siebie jak w filmie, możesz zmieniać perspektywę z trzeciej osoby na pierwszą i odwrotnie, ale pomimo prób nie potrafisz kierować ruchami tego siebie na scenie. Zabawne. Gdzieś niejasno ciągle podejrzewasz, że w jakimś stopniu, te osoby są od Ciebie mniej realne. Wydają Ci się mniej realne nawet pomimo tego, że aktualnie one mają całe ciała, a Ty tylko oczy, które straciły ciekawość, czy pod nimi jst jeszcze jakieś ciało? Albo chociaż ta poduszka? Ale nie ta poduszka, na której leżą inne oczy, te u góry, tego faceta śpiącego w pokoju. Ta czerwona. Ta poduszka. Czy tam jest, czy nie – to nie jest istotne.
Robiąc ze swej woli wyścigowy wechikuł niosący Cię w ciągu sekundy do wnętrza tego aktora, z którym się tak utożsamiasz, czasem Twoje oczy dolatują w pobliże, ale nie do środka, wzrok masz zakotwiczony tuż nad jego głową. Z natury nie kultywuję opisów przyrody, więc nie mieszając skrócę tą epopeję na temat zmian perspektywy mówiąc, że z Dooma robi się raz Doom-2 a raz Tomb Raider. A wiecie jaki pełny oficjalny jest tytuł Dooma 2? Taki: Hell on Earth. Czyli Piekło na Ziemii. Wygląda na to, że to tytuł sztuki może?
Sztuka ogólnie jest do dupy. Nie ma w niej zupełnie nic ciekawego, nawet nie chcesz tego pamiętać. Dawno na czymś tak słabym nie byłeś. Czujność Twą w obserwowaniu tego wzmaga scena w jakimś mieszkaniu z ścianami pomalowanymi żółtym kolorem. Widzisz Dawida, Martę i Salvadora, który pokazuje jakiś rysunek. Jest w nim umieszczony jakiś śmieszny gryps, podtekst, nie wiem do czego, ale wszyscy się z tego nabijamy, długo i radośnie.
Wychodzę z Dawidem na dwór. Jesteśmy na jakiś osiedlu. Dosyć ciepło, ale widzę że Dawid ma jesienną kurtkę, wygląda to na normalny październik, więc pogoda paździohowa, ale paździohowa z lekkim pozytywizmem. Jest tu duże pole gruzu, tak jakby jeden z bloków był zniszczony. Zapomniałem dokąd szliśmy, ale będąc tu jeszcze chwilę, zatrzymałem się przed około 4-piętrowym jasnopomarańczowym budynku wielorodzinnym z nowoczesnymi, szerokimi, półokrąkłymi balkonami jeden nad drugim. Z tego budynku były wyjęte szyby. Może coś tam obok wysadzili popękały szyby, wyjęto je by wymienić? Na ostatniej, wyższej stropem kondygnacji jest szeroki apartament z kilku częściowym oknem wypełniającym niemal całą ścianę, na wysokość od podłogi niemal do sufitu. Chodzi tam jakaś obca kobieta, niezłą lala, na pierwszy rzut oka nie podoba mi się…prawdopodobnie dlatego, że nie jest szatynką. Codzi to tu to tam, widać całę jej mieszkanie. Tapczan, meble, fotele, regały, wielki popielato-niebieski okrągły odkurzacz tuż przy oknie. Dziwi mnie ta scena z oknami bez szyb.
Przypominając sobie od czasu do czasu o jakimś tam gościu, który gdzieś tam w kosmosie śpi w pokoju z telewizorem, komputerem i laczkami pływającymi w kawie, która tuż przed snem na śmierć wystraszyła się eksplozi ognia, wielkiego świetlistego języka, który wystrzelił na długość metra tuż obok niej. Mroczna i gorzka dusza szklanki wyskoczyła ze strachu by spaść z wysokości i roztrzaskać się o podłogę na kulające się płąskie kawałki.
Ta kawa nie wiedziała o tym, że nie powinna próbować gasić płonącego jeziorka rozgrzanego wosku w resztce świeczki. Nawiasem mówiąc, jakiejś zjebanej świeczki z Biedronki chyba, która pachnie tylko jak się nie pali. Ale o czym to ja mówiłem…A.., w momencie gdy przypomniałem sobie istnienie, tego faceta, który gdzieś tam wysoko śpi, trudno było jednocześnie zostać tam na dole, z Dawidem, zastanawiając się nad tym, czy ten duży odkurzacz tej facetki posłużył jej ro posprzątania zbitego szkła? Chciałem by włączyła ten odkurzacz, bo ciekawy byłem jaki wydobywa się z niego dźwięk, ale ten facet u góry..w tym łóżku..bezczelnie wyciągał mnie w tą pustą próżnię pomiędzy sceną a łóżkiem. Już nie byłem aktorem. Stałem się obserwatorem, który widzi jedynie zarysy postaci, byle jak oświetlone, gdzieś poniżej, pod sobą.Z drugiej strony ten śpiący niby śpi, niby nie śpi, ale jednak przeszkadza. Nie porusza ustami, śpi, ale słychać jak się z niego wydobywają myśli w formie słów, coś w stylu: ja pierdolę, czy to jest sen? O kurwa, znowu nie wiem. Czy ja to wymyśliłem? Jestem absolutnie pewien że to wymyśliłem, NO BO PRZECIEŻ WIEM, że nie śpię, ale..czemu nie mogę tego pozmieniać? Czemu ci wymyśleni ludzie nie pozwalają mi zmieniać akcji i trzymają się tego scenariusza, którego ja nie znam?
No i przez tego debila w piżamie teraz nie wiem, co było dalej. Przestałęm być obserwatorem i stałem się śpiącym.
Śpiący otworzył oczy i po upływie około 2 sekund zdziwił się, że leży, no bo przecież przed chwilą siedział. Potem pomyślał o tych głowach ludzi w dole, słabo oświetlonych. I otym że bliżej nich świat stawał się podobny do tego, który teraz widzi. Laczek w kawie był nie mniej prawdziwy od odkurzacza. Poza tym istnieje silne uczucie, że to było jedynie jakieś leniwe pływanie po powierzchni snu. Jakieś balansowanie równowagą w taki sposób, aby nie spaść z tego czegoś wąskiego, po czym się idzie, ani w jedną ani w drugą stronę. Jeśli dam się przyciągnąć za bardzo w lewo, zapomnę po czym chodziłem. Jeśli zachwieję się i upadnę w prawo, wtedy się obudzę. Ale jeszcze to silne przeczucie, że tu jest coś do zrobienia, ale nie wiem co, jak to się robi, ale tam było jeszcze coś do wykorzystania.
Śpiący przestał być śpiący i stał się Głodny. Głodny zaczął szwędać po lodówce. W lodówce między innymi były martwe kończyny kogoś, kto też nimi kiedyś szwędał gdzieś tam..po czymśtam.
Czym są senniki
Posted by SEN | Filed under Uncategorized

